Był rok 1987. Być może pamiętacie te czasy, być może już zapomnieliście albo Was jeszcze nie było. W każdym razie, zamierzam Was przenieść w tamte czasy.
W Polsce rządziła wtedy PZPR, a u steru zasiadał Jaruzelski. Kartki już się skończyły, w sklepach były konserwy z "etykietą zastępczą" i napisem "bombaż techniczny" a pełne półki były tylko w monopolowym. Wtedy właśnie pierwszy raz pojechałem W BUNKRY.
Tak naprawdę o MRU usłyszałem pierwszy raz przed 1980 rokiem. Byłem wtedy na początku podstawówki. Oczywiście postanowiłem tam pojechać "jak będę duży" i ... o wszystkim zapomniałem. I tak trwałoby niewiadomo jak długo, gdyby nie pomysł ówczesnych władz na składowanie na dołach odpadów radioaktywnych. Wtedy właśnie zaczęło być głośno o MRU w lokalnej prasie i wtedy odkrył je ponownie mój kuzyn "UK" za co cześć Mu i chwała.
Tak więc pojechaliśmy na doły pierwszy raz. Mieliśmy 18 lat. Po kilku (!) dniach poszukiwań dotarliśmy do Kaławy, gdzie w miejscowym sklepie dowiedzieliśmy się, że : "Tu żadnych bunkrów nie ma, ale podobno w Wysokiej ...". Jakaż była nasza radość gdy w PGR Kaława (dzisiejsze Pniewo) oczom naszym ukazał się piękny bunkier. A tam napotkani bunkrowcy powiedzieli, że możemy z nimi zejść podziemie, "bylebyśmy szli z nimi równo krok w krok". Oczywiście poszliśmy. Gdy po długim marszu gdzieś doszliśmy bunkrowcy kazali nam zaczekać, a sami wyszli na powierzchnię "się rozejrzeć" i ... nie wrócili. Zaczęła się nasza samotna przygoda z MRU... I tak trwa do dzisiaj.
Pierwszy mój plan rysowałem w trakcie marszu na kalendarzyku jedną kreską. Na początku zawędrowałem do "Agnieszki". Samotność, ciemność, tragiczny wypadek, który się tam wydarzył parę miesięcy wcześniej poruszył mnie do głębi. Na tabliczce przed krzyżem widniał częściowo nieczytelny napis, który zachowałem do dziś :
>>W tym szybie w dniu ... III 1987 r poniosła śmierć
szesnastoletnia harcerka A.P.
Uczennica II klasy liceum medycznego, zamieszkała
w Jaworznie woj. Legnickie.
Spadła ze schodów z wysokości 13 m i poniosła śmierć na miejscu.
Była uczestniczką harcerskiej operacji pod nazwą ""Bunkry"
--------------------------------------o--------------------------------------
Choć odeszła od nas na zawsze
pamięć o niej pozostanie wśród nas bunkrowców po wsze czasy<<
Na dojściówce do 2580 wrażenie na każdym robiła Galeria, której resztki widać do dziś. Wiecie jaki jest klimat wśród bunkrowców na dołach ? Wtedy było jeszcze lepiej ! Byłem głodny - szedłem do komory obok, gdzie mnie nakarmili i postawili kielicha, choć widziałem ich pierwszy raz. Plecaki, spanie itp. zostawiałem na cały dzień i nigdy nic mi nie zginęło. No może alkohol nie był zbyt bezpieczny.
Choć przypomina mi się jedno wydarzenie gdy pojechaliśmy na "ferie zimowe" na doły. Kolega (Igor) załatwił w aptece aknosan do maszynki spirytusowej (tak kiedyś grzało się żarcie na takich maszynkach, teraz nawet benzyna to przeżytek. "Panowie z kasą" używają gazu.) Aknosan żeśmy rozrobili w odpowiedniej proporcji i tak powstało kilkanaście litrów wódki "gorzkiej żołądkowej". W zasadzie dla 5 ludzi na 2 tygodnie to mało. Ale po tygodniu na dołach i my mieliśmy jej dość.
Więc sobie stała na widoku a my w trasę. Poszliśmy z Koszar (2579) na "Główny Wjazd" w Wysokiej. Każdy miał po 1 litra na łeb, nic do żarcia, nic do picia. Jakże błogosławiłem kogoś kto porzucił stary bochenek chleba na głównym wjeździe (był pycha). Gdy wracaliśmy na Koszary spotkaliśmy ekipę idącą z tamtej strony. W pełni nadziei prosiliśmy o coś normalnego do picia. Wody nie mieli ale Jabol to zawsze jakaś odmiana. Gdy nawiązały się przyjazne stosunki opowiedzieli nam jak to trafili na opuszczone "spanie" na Koszarach, a tam stoi kilkanaście flaszek wódki i nikogo w koło. Najpierw mieli ochotę, ale gdy się rozejrzeli i zobaczyli ile tego jest to spękali i dali nogę ("Qrwa co to za ekipa - lepiej spierdalamy". Ale żeśmy się uśmiali podczas spotkania. CDN...

Zapraszam do oglądania zdjęć